Kobieca natura noblistki

Kobieca natura noblistki

Z Magdaleną Niedźwiedzką, autorką książki Maria Skłodowska-Curie. Geniusz i siła miłości rozmawia Beata Cichoń.

Beata Cichoń: O Marii Skłodowskiej-Curie można pisać z wielu perspektyw. Co zdecydowało o tym, że pokazała Pani przede wszystkim jej kobiecą stronę?

Magdalena Niedźwiedzka: Sukcesy naukowe Marii Skłodowskiej-Curie są tak niezaprzeczalne i spektakularne, że trudno pozostawać wobec nich obojętnym. Nic dziwnego, że wciąż uważamy, iż należy o nich mówić. Zarazem jednak zaczynamy odczuwać potrzebę poznania Marii jako człowieka, kobiety, matki, żony i kochanki, a to nie jest łatwe. Oczywiście dysponujemy listami i wspomnieniami, ale nie jest to przecież pełny portret psychologiczny uczonej. Pisarz tworzący fabułę musi wypełnić istniejące luki, musi po swojemu interpretować fakty, narażając się rzecz jasna choćby na krytykę czytelników.

Zwłaszcza my, Polacy, wciąż boimy się mówić o Marii szczerze. Jej doskonałość i miara jej sukcesów nas przytłaczają. Trudno odważnie spojrzeć tej kobiecie w oczy i podjąć próbę analizy jej psychiki, zachowując umiar i szacunek dla wspaniałego człowieka, jakim była, nie odmalowując jej jednak na kolanach. Zresztą tego typu narracja przysparza problemów nie tylko w odniesieniu do Marii Skłodowskiej-Curie. Opisywanie każdego człowieka, zwłaszcza równie nietuzinkowego i skomplikowanego, niesie ze sobą niebezpieczeństwo spłaszczenia obrazu. Tego, co w Marii najważniejsze, czyli tego, że była kobietą wybitnie uzdolnioną, prawą i dobrą, nic nam nie przysłoniło. Wszyscy o tym wiemy. Naukę zostawiłam ludziom nauki i biografiom. Została mi więc natura kobiety.

Wydaje się, że o naszej noblistce powiedziano i napisano już wszystko. Czy podczas poznawania jej życiorysu coś Panią zaskoczyło?

Przede wszystkim fakt, że, mimo swego geniuszu naukowego była tak normalną kobietą, bliską nam charakterologicznie. Również warunki, w jakich przyszło jej zaczynać karierę naukową – okazały się niewyobrażalnie siermiężne.

Co w postaci Marii Skłodowskiej frapuje Panią najbardziej?

Podziwiam w Marii Skłodowskiej-Curie to, że nie używała wymówek tak typowych dla nas, ludzi. Odważnie mierzyła się z każdym problemem.

W swojej książce sugestywnie odtworzyła Pani obyczajowość czasów współczesnych bohaterce. Jak przebiegał proces badania źródeł?

Myślę, że poznaję obyczajowość minionych wieków dokładnie tak samo, jak inni powieściopisarze, czyli czytam książki na ten temat, wspomnienia i listy z danego okresu. Na szczęście jest wiele dzieł na temat obyczajowości i kultury materialnej czy kultury w ogóle.

Choć akcja Pani powieści rozgrywa się w początkach XX wieku, można w niej znaleźć wiele analogii z naszą rzeczywistością (funkcjonowanie mediów, rywalizacja w środowisku naukowym, dyskryminacja kobiet). Czy to celowy zabieg?

Często mówię, że interesuje mnie nie historia, lecz człowiek, nie wypadki minione, lecz takie, jakie nam, ludziom współczesnym, coś przypominają czy uświadamiają. Analogie, o których Pan wspomina, to po prostu pewne kwestie uniwersalne. Tak wygląda nasze życie, z takimi zjawiskami od lat musimy się mierzyć. Z pełną świadomością jednak podkreślam – uwypuklam te kwestie, ponieważ uważam, że dobrze mieć świadomość powtarzalności naszych ludzkich losów.

Jak według Pani ostatecznie wypada konfrontacja Marii Skłodowskiej-Curie z Pani powieści a jej filmowym odpowiednikiem?

Konsekwentnie odmawiam udzielania odpowiedzi na to pytanie, ponieważ okładka mojej powieści przedstawia Karolinę Gruszkę z filmu Marie Noelle „Maria Skłodowska-Curie”, a to do czegoś zobowiązuje. Mogę jednak powiedzieć, że Karolina Gruszka doskonale się sprawdziła w roli polskiej uczonej, to również, że podobały mi się zdjęcia Michała Englerta. Uważam, że są adekwatne do zawartości filmu.

Facebook Comments
Napisano w Wywiad

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*