Jak to w (amerykańskiej) rodzinie

J.D. Vance

Elegia dla bidoków

Wydawnictwo Marginesy

Recenzenci tej książki szczególną uwagę przywiązują do jej politycznej wymowy. Reklamuje się ją jako księgarski hit (w sieci poleca go sam Bill Gates), wyjaśniający przyczyny sukcesu wyborczego Donalda Trumpa. Jednak dla trzydziestolatków czytających tę autobiograficzną prozę to bardziej pozycja o dorastaniu i dojrzewaniu, w której z pewnością odnajdą jakąś cząstkę własnych doświadczeń, obserwacji i przemyśleń. Nawet jeśli mieszkają na innej niż autor półkuli i nigdy nie byli za oceanem.

Refleksji po lekturze pojawia się wiele, głównie tych gorzkich. Pierwsza myśl jest oczywista: świat nas ogranicza. A tym, co ogranicza szczególnie jest miejsce naszego urodzenia i dorastania oraz ludzie, z którymi się stykamy na co dzień w tej przestrzeni. Zdarzenia, doświadczenia, emocje, przejęte z otoczenia wzorce determinują całe nasze przyszłe myślenie, wpływają na nasze prywatne i zawodowe decyzje, postrzeganie siebie i świata, naszego w nim miejsca, budowanie i podtrzymywanie relacji z innymi.

W czasach, kiedy tyle mówi się o rodzinie, która powinna być swoistym azylem, źródłem szczególnych więzi, źródłem i przekaźnikiem największych wartości, dawać młodym oparcie na starcie dorosłości, a starszym gwarantować godną i bezpieczną starość, Vance pokazuje rodzinę w rozkładzie. Rozpadającą się z powodu biedy, nałogów, psychicznych zaburzeń, przemocy. Skala patologii jest tu przerażająca. A jeszcze bardziej przeraża fakt, że – jak podkreśla bohater – jego rodzina niczym nie różni się od pozostałych rodzin białych amerykańskich robotników.

Ameryka wg. Vance`a to nie Stany, jakie przez lata oglądaliśmy w barwnych teledyskach i kolorowej prasie, i w jakie dawno już nie wierzymy. To kraj wielkich społecznych nierówności i upadającej klasy robotniczej, pozbawionej nadziei na spełnienie amerykańskiego snu. Praca nie daje tu satysfakcji ani większych perspektyw na zawodową karierę. Nie jest też czymś szczególnie pożądanym, bo tzw. „socjal” pozwala przeżyć bez niej, przyzwyczaja do lenistwa, utrwala bierność i apatię.

Ulegając obecnej modzie na akcentowanie we wszelkich kontekstach sytuacji społecznej kobiet warto zwrócić uwagę na sportretowane w książce dwie żeńskie postacie, kluczowe dla opisu życia rodziny Vance`a. Matka i babka – dwa pokolenie, dwa życiorysy, dwie kumulacje różnorodnych traum, dwie jakże różne konstrukcje psychiczne i dwie odmienne postawy wobec życia. Autor niezwykle wyraziście scharakteryzował najważniejsze dla niego kobiety, którym daleko do tych z romansów, choć nie brakuje im romantycznych rysów. Nie zostały zestawione na zasadzie prostego kontrastu: dobra i zła, Vance opisał je w kontekście konkretnych życiowych, często trudnych sytuacji, w różnych relacjach z otoczeniem, czasem ostro, jednak zawsze tłumacząc ich zachowania. Babka – uosobienie siły i rozsądku. Choć nie ma skrupułów, by chwycić z za broń, nie przebiera w słowach i sporo w niej męskości, to największą radość sprawia jej opieka nad dziećmi, marzy o tym, by zawodowo bronić ich praw i troszczy się o to, by jej wnuki – mimo rodzinnej patologii – dobrze pokierowały swoim życiem. Matka – uzależniona od narkotyków, zmieniając partnerów, nieustannie zawodzi ale się stara. Dzieci – świadkowie jej upadku – doceniają jednak każdą (zwykle nieudaną) próbę powrotu do normalności.

Choć Elegia dla bidoków to książka przede wszystkim o problemach współczesnej Ameryki, jest w niej pewna lekkość, jakiś rodzaj pogody i swoistego ciepła, z którym Vance opowiada o swoim życiu w kontekście funkcjonowania innych amerykańskich rodzin. Dystans, z którym pisze o własnej przeszłości i przenikliwość, z jaką diagnozuje teraźniejszość tak spodobały się czytelnikom jego książki, że od razu stała się światowym bestsellerem. A nawet zostanie zekranizowana.

at

Facebook Comments
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *