Ciche piekło

Ciche piekło

Zakonnice odchodzą po cichu

Marta Abramowicz

Wydawnictwo Krytyka Polityczna

Jak wiadomo, kontrowersyjny temat książki to magnes skutecznie przyciągający odbiorców.

Jeśli do tego książka oparta jest na faktach, przybywa chętnych do czytania i dyskusji po lekturze. Na temat reportażu „Zakonnice odchodzą po cichu” – co ciekawe ale i dość oczywiste – chętnie zabierają głos także Ci, którzy go nie przeczytali. Otwarcie się do tego przyznają i… odradzają sięganie po tę publikację.

Siostry zakonne chyba większości z nas kojarzą się z dbałością o ołtarz, nauką religii i przygotowaniem do komunii świętej. W potocznym odbiorze ciche, spokojne, zdyscyplinowane, w czarnych, szarych lub błękitnych habitach, po prostu stworzone do posługi. I mało komu przychodzi do głowy, że wiele z nich decydując się żyć wyłącznie dla Boga i Nieba, nieświadomie skazało się na piekło. Piekło, które funkcjonuje tuż obok nas, z którego z reguły nie ma ucieczki, a jeśli już uciec można, to nie ma dokąd.

Książka Marty Abramowicz to z jednej strony zbiór osobistych, dramatycznych historii zakonnic, które w zgromadzeniach doznały wiele zła. Poświęcając wszystko dla wiary, nie zyskały nic, zostały upokorzone, odarte z godności, uprzedmiotowione, pozbawione prawa do wyrażania własnego ja, do rozwoju osobistego, przyjaźni, bliskości. Przez wspólnotę zakonną miała wieść ich droga do Boga, ale zamiast metafizycznych doznań i prawdziwego przeżywania modlitwy, poznały tu gorzki smak niewoli, samotność, stały się ofiarami przemocy.

Ten reportaż można potraktować także jak swoistą analizę wadliwie działającego, zamkniętego systemu, który choć miał u podstaw szlachetną ideę, kierowany przez niewłaściwych ludzi, funkcjonujący według rygorystycznych, skostniałych i nieprzystających do współczesnego świata reguł, z niewłaściwą hierarchią, niszczy swoich największych zwolenników. Co przerażające, trwa od wieków.

Po lekturze książki nasuwa się wiele pytań. Gdzie jest Bóg, któremu zawierzają zakonnice wybierając życie w zgromadzeniu? Czy po gehennie zakonnego życia można jeszcze wierzyć w jego obecność, dobroć? Jak to możliwe, że choć zmienił się cały świat, życie zakonne w Polsce skostniało, trwa w destrukcyjnej formule? Jak to się stało, że wymknęło się spod kontroli i nie ma nikogo, kto chciałby i mógłby je zreformować?

Książka Marty Abramowicz z pewnością odbiła się głośnym echem w wielu środowiskach. Czy usłyszą je ci, którzy mają wpływ na życie w zgromadzeniach polskich sióstr?

Facebook Comments