Po drugiej stronie (nie)mocy

Po drugiej stronie (nie)mocy

Biurwa

Sylwia Kubryńska

Wydawnictwo Czwarta Strona

Spotkałeś ją na pewno. Raczej jej nie lubisz. Przychodzisz do niej, bo musisz. Chcesz załatwić sprawę, składasz dokumenty i czekasz, czekasz, czekasz,

potem złorzeczysz, wreszcie wychodzisz z awanturą. Tak to jest, gdy masz do czynienia ze stereotypową panią z magistratu, prawda? Myślisz, że tylko dla interesanta urząd to samo zło? Przeczytaj Biurwę i przekonaj się, jak to jest być po drugiej stornie (nie)mocy!

Książka Sylwii Kubryńskiej nie jest pamiętnikiem, reportażem o pracy urzędniczek, branżowym dokumentem, choć autorka podkreśla, że pisząc ją inspirowała się autentycznymi wydarzeniami. To zdecydowanie „lżejsza” literatura, jednak byłby w błędzie ten, kto zamknąłby ją w worku z tzw. babskimi czytadłami na leżak czy pod jesienny kocyk. Bo jej sedno stanowi kolejny ważny portret współczesnej kobiety.

Tym razem Kubryńska skupiła się na postaci urzędniczki, samotnej matki, która po odejściu z korporacji nie może znaleźć zatrudnienia, bo ma zbyt wysokie kwalifikacje. Kiedy dostaje czasową pracę w magistracie, w dziale PR (dla wielu to zajęcie marzeń) doświadcza niemal wszystkich możliwych jej uciążliwości.

W opisanej w niezwykle humorystyczny sposób, pełnej absurdów urzędowej rzeczywistości, w której hasłem – wytrychem jest słynne „nie da się”, tytułowa Biurwa mierzy się z karkołomnymi zawodowymi wyzwaniami. W ferworze organizowania gminnych jubileuszy i otwarć oraz pisania przemówień dla BURMISZCZA, rozmywają się obietnice podwyżki pensji Biurwy, a stanowisko rzecznika prasowego przechodzi jej koło nosa. Choć uskrzydla ją mailowy romans z tajemniczym nieznajomym, skrzydła regularnie podcinają jej przełożeni, współpracownicy, były mąż, matka…

Jest w Biurwie – w jej losach, postrzeganiu świata i języku coś z Bridget Johnes, coś z Grocholowej Judyty. To bohaterka, jaką współczesne czytelniczki lubią najbardziej: daleka od ideału, choć wciąż do niego dążąca, błyskotliwa, sarkazmem i ironią maskująca bezradność i rozczarowanie, którą życie nieustannie zaskakuje i raczej nie są to miłe niespodzianki. Chce rozwalić system ale tak, by wszyscy ją lubili. A to raczej mission impossible.

Tej lekturze towarzyszą salwy śmiechu i potakiwanie: tak, tak, znamy to. Znacie? To przeczytajcie!

at

Facebook Comments
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *