Powieść ma czytelnika „przewalcować” – Bartosz Szczygielski

 

Z autorem powieści „Aorta” Bartoszem Szczygielskim rozmawiał Robert „Ość” Jasiak

Dlaczego czytelnik ma sięgnąć właśnie po Twój kryminał? Czym zaskakujesz?

Czytałem ostatnio, że w poprzednim roku na rynku pojawiło się 200 kryminałów. I to tylko polskich pisarzy. Liczba, która przyprawiła mnie o zawrót głowy, bo przecież wydaje się niemożliwe, żeby wszyscy się przebili. I choć spora część z rzeczonych 200 sztuk pochodzi z wydawnictw typu Vanity czy Self, to dalej sytuacja debiutanta nie wygląda różowo. Stojąc w księgarni czy przeglądając ich strony internetowe wybór, który ma podjąć klient, jest wyjątkowo trudny. Dlaczego więc „Aorta”? Przede wszystkim dlatego, że cały czas czytelnicy patrzą na początkujących i polskich autorów z nieufnością. Tymczasem nie mamy się czego wstydzić, a sam fakt, że „Aorta” pojawiła się w katalogu W.A.B., jednego z największych i najbardziej poważanych wydawców w kraju, coś oznacza. Może brzmieć to z mojej strony bezczelnie, ale uczę się tego, by być dumnym ze swojej pracy, a z „Aorty” jestem dumny. Pisząc nie przyświecała mi idea, że mój kryminał ma się wyróżniać. Miał być mój, pisany specyficznym stylem i z poczuciem humoru, które nie każdemu może przypaść do gustu. Wydaje mi się, że „Aorta” dała się zauważyć właśnie dzięki takiemu nieoczywistemu połączeniu. I choć brzmi to dziwnie, najważniejsza dla mnie nie była kryminalna zagadka, ale motywy, które przyświecały ich sprawcom. Schemat śledztwo, a potem kilku podejrzanych mnie nie bawił. Wprowadziłem także bohaterkę, która w innych tego typu powieściach zazwyczaj odgrywa drugoplanową rolą, a u mnie jest pełnoprawną i wyjątkowo ważną dla fabuły osobą. Nie wymyśloną postacią, ale prawdziwą osobą z krwi i kości. Postawiłem na czynnik ludzki.

Trudno było wybrać miejsce do „położenia trupa”?

Z tym akurat nie miałem problemów. Miejsce, gdzie umieszczam ofiarę widzę praktycznie z okien mieszkania. Potrzebowałem przestrzeni, którą znam i która będzie stała w kontraście z krwawym wydarzeniem otwierającym „Aortę”. Nie chciałem budować czegoś wyjątkowo sztucznego, czego w finale nie będę w stanie wytłumaczyć. Oczywiście, nie mamy tutaj pełnego i stu procentowego realizmu bo bądźmy szczerzy, czytelnicy nie tego oczekują od kryminałów. Musiałem trochę podgrzać atmosferę, bo inaczej czytelnik czułby się zawiedziony i co ważniejsze znudzony. Za to po drugiej stronie umieściłem postaci, które są jak najbardziej realne i to one były dla mnie ważniejsze niż miejsce. Mogłem położyć trupa w jakimś charakterystycznym miejscu Pruszkowa, ale to byłoby zbyt oczywiste.

Długo myślałeś nad tym jak ma wyglądać to „pierwsze morderstwo”?

To widziałem już od samego początku. Scena otwierająca „Aortę” jak i te, które po niej następują, pojawiły się już w pierwszym drafcie. Od zawsze myślałem „filmowo” i tak starałem się opisać wszystko, co znajduje się na kartach powieści. Tak, jakbym oglądał film, a w nim w kadrze powinno znaleźć się wszystko co ważne. Każdy przedmiot ma znacznie, a u mnie każde słowo. Uważny czytelnik to wypatrzy.

Jest mrocznie?

„Aorta” to opowieść o tym, do czego może doprowadzić ambicja i jak wpada się w przepaść, z której nie ma wyjścia. To nie tylko kryminał, a książkę da się odczytywać na wielu płaszczyznach. Nie wiem czy słowo „mrocznie” w pełni oddaje to, co czytelnik znajdzie w powieści, ale chyba jest najbliższe prawdy.

Po redakcji dużo zostało wycięte?

Kilka opisów i zbędnych wyrazów musiało zostać wyciętych, ale dużych zmian nie było względem pierwszej wersji. Po redakcji i uwagach redaktora „Aorta” dużo zyskała. I to prawda, że dobra redakcja to połowa sukcesu. Zdania, które na początku wydawały mi się wyjątkowe, wylądowały w koszu i mam nadzieję, że nigdy nie ujrzą światła dziennego. Starałem się popisywać, co wydaje mi się przypadłością każdego debiutanta, ale na szczęście zostałem z tego skutecznie wyleczony. Nie bolało, a wyszło z tego coś świetnego.

Blurb od Kasi Bondy – królowej polskiego kryminału – miło?

Oczywiście, że miło. Dostałem od niej dużo rad, które pomogły mi w prowadzeniu fabuły, To samo mogę powiedzieć o Mariuszu Czubaju, który „Aortę” przeczytał i zmobilizował mnie do ruszenia czterech liter. Takie słowa zawsze sprawiają, że nabiera się wiatru w skrzydła. Nie wiem czy blurb przełożył się w jakimś stopniu na sprzedaż książki, ale z pewnością fani twórczości Kasi „Aortę” zobaczyli i być może znalazła się na ich czytelniczych półkach.

Planujesz serię?

Seria to zbyt mocne słowo. Historia, którą czytam w „Aorcie” jest częścią większej całości, którą rozplanowałem na 3 tomy. Nie chciałem tworzyć klasycznej serii, która za każdym razem jest tą samą opowieścią, ale z innym trupem w środku. „Aorta” wprawdzie jest kryminałem (choć noir brzmi prawdziwiej), kolejne części także będą z tego gatunku czerpały, jednak dorzucę od siebie coś nowego. Wychodzę z założenia, że powieść ma czytelnika „przewalcować” i z takim zamiarem siadałem do klawiatury. I z takim zamiarem siadam do niej ponownie.

Będzie nagroda w tym roku na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału?

Jestem przekonany, że ktoś ją dostanie! W tym roku pojawiło się multum powieści, które zasługują na nominację i samą nagrodę Wielkiego Kalibru. Czy „Aorta” znajdzie się w tym gronie? Nie mnie to oceniać, bo przecież każdy autor kocha swoje dzieło, nawet wtedy, gdy patrzy na nie tak krytycznie, jak ja na swoje.

Nie odczuwasz presji, że ktoś Ci powie, ale to już było?

Oczywiście, że odczuwam presję, ale z innego powodu. Postawiłem sobie wysoko poprzeczkę i każdy, kto „Aortę” przeczytał, będzie miał swoje własne wyobrażenia i wymagania co do jej kontynuacji. A te mogą się i będą rozmijać z tym, co planuję zrobić. Obawiam się odbioru książki, ale podejrzewam, że przy każdej będzie tak samo. Trzeba to uczucie zwalczyć i nie iść drogą, która podpowiada „opisz najbardziej pokręcone zabójstwo na świecie”.

Dziękuje za rozmowę.

 

Facebook Comments
Napisano w Wywiad